Jak w sensowny sposób przekazywać dzieciom wiedzę na temat finansów?

KILKA SŁÓW O METODZIE
„TRZECH SŁOIKÓW”

Czytając blog Marcina Iwucia, natknęłam się na postać Dave’a Ramseya, który mówi o metodzie trzech słoików. Postanowiłam zastosować tę metodę we własnym domu, na własnych dzieciach. Oczywiście pozwoliłam sobie na drobną modyfikację.

Jestem mamą dwóch rezolutnych dziewczynek. Zuzia ma 10 lat, Zosia 6 lat. Od dłuższego czasu dziewczynki dostają kieszonkowe. Do tej pory wyglądało to w ten sposób, że kieszonkowe dziewczynki wydawały według swoich potrzeb, bez konkretnego przeznaczenia, czy też podziału na części. Czas to zmienić!

Zamknęłyśmy się w pokoju i zabrałyśmy do pracy. Przygotowałyśmy trzy słoiki z napisami: Wydawanie, Oszczędności, Pomoc, przyjemności dla innych. Każda kwota miałaby trafiać w różnych proporcjach do wszystkich trzech słoików. My założyłyśmy sobie, że 50 % trafia do słoika z napisem WYDAWANIE, 25 % – OSZCZĘDNOŚCI,
25 % – POMOC, PRZYJEMNOŚCI DLA INNYCH. Pieniądze z pierwszego  mogą być przeznaczone na dziecięce zachcianki, zabawki i co tam sobie chcą. Słoik z napisem „Oszczędności” ma służyć zbieraniu na jakiś bardziej odległy cel – np. telefon, grę, rower, itp. Trzeci słoik, „Pomoc innym” – ma uczyć dzieci, że należy pomagać, sprawiać innym ludziom radość.

Ustaliliśmy kwotę w wysokości 10 zł, którą dzieci będą otrzymywały raz w tygodniu. Dniem „kieszonkowym” będzie niedziela. Jest to bardzo ważne, ponieważ wprowadzamy dziecko w pewien rytm.  Kolejnym ważnym ustaleniem, było wprowadzenie zasady, że pieniądze można ZAROBIĆ. W tym przypadku niezwykle ważne jest to, aby nie była to czynność, którą dziecko powinno wykonywać z tytułu włączania się
w obowiązki domowe takie jak np. sprzątanie swojego pokoju. Dodatkowe pieniądze dziecko może zarobić np. sprzątając samochód lub też myjąc taras. Nie są to czynności, które na stałe są w repertuarze obowiązków codziennych dziecka.

O konieczności dbania o to, aby dzieci orientowały się w małej, domowej ekonomii pisze prof. Edyta Gruszczyk-Kolczyńska w swojej książce „Dziecięca matematyka”, a następnie dokładnie ponawia ten temat w książce „Dziecięca matematyka – dwadzieścia lat później”. Pani profesor zwraca uwagę na programy edukacji wczesnoszkolnej, w których to zaleca się wykonywanie łatwych obliczeń pieniężnych, ale co to ma wspólnego z wiedzą ekonomiczną, z praktyczną stroną zarządzania finansami? Wiem, że brzmi to bardzo poważnie, ale prawda jest taka, że zapis znajdujący się w podstawie programowej nie uczy praktycznej wiedzy finansowej, ale doskonali umiejętności rachunkowe. Treści kształcenia zostały rozszerzone
o rozumienie sensu oszczędzania i konieczności oddawania zaciągniętego długu, gospodarowanie pieniędzmi w budżecie domowym i rozumieniu, że pieniądze otrzymuje się za wykonaną pracę. Ale znowu zadaję sobie pytanie….jak to się ma do rzeczywistości edukacyjnej? Moja starsza córka zakończyła niedawno pierwszy etap kształcenia
(klasy I-III). Towarzysząc mojemu dziecku podczas odrabiania lekcji, śledząc podręczniki, ćwiczenia, notatki, zadania domowe, nie natknęłam się ani razu na jakąkolwiek działalność praktyczną w tym zakresie. Nic!

Rodzi mi się pytanie…..psychologia rozwojowa dzieci zakłada, że najlepiej przyswajamy sobie wiedzę ucząc się wszystkimi zmysłami, że należy łączyć praktykę z teorią….jak to ma się do rzeczywistości?

Słoiki stanęły w pokoju dziewczynek. Zachęcam do przeprowadzenia podobnej akcji w Waszych domach. Niech to będzie pierwszy krok w Waszej domowej edukacji finansowej dzieci!

 

Opracowała: Aleksandra Tabaczyńska